środa, 29 kwietnia 2015

Pielęgnacja twarzy



Uwielbiam moje poranne i wieczorne rytuały. Teoretycznie codzienne zmywanie makijażu i nakładanie go, wklepywanie kremu pod oczy, i inne codzienne czynności powinny być nużące i wykonywane automatycznie, ja jednak znajduję w nich dużo przyjemności :).


Bardzo lubię wypróbowywać nowe kosmetyki, ale też łatwo się do nich przywiązuję  (jeśli stają na wysokości zadania). Moja pielęgnacja twarzy nigdy nie jest skomplikowanym procesem. W dzisiejszym poście chciałam zaprezentować jakich kosmetyków używam. Wszystkie mogę z pełną odpowiedzialnością polecić, ale być może ich skuteczność zależy od wieku i rodzaju cery. Ja mam 21 lat i cerę tłustą/mieszaną.




Poranna pielęgnacja twarzy jest nieskomplikowana i krótka. Zaczynam od umycia twarzy samą wodą. Następnie spryskuję ją oliwkową wodą tonizującą z Ziaji, którą wcieram w skórę płatkiem kosmetycznym. Bardzo lubię ten produkt, ponieważ nie klei się i bardzo orzeźwia. Kolejny krok to nałożenie kremu Nivea make up starter, który jest bardzo lekki i świetnie się rozprowadza. Mogę ko polecić osobom z cerą tłustą. Na końcu wklepuję wokół oka pietruszkowy krem przeciwzmarszczkowy z Ziaji. Myślę, że na pierwsze zmarszczki ten produkt jest wystarczający :).





Wieczorny rytuał zaczynam od demakijażu oczu i twarzy. Używam do tego niezawodnego płynu micelarnego w Biodermy, który jest wart swojej ceny, bo bez problemu zmywa makijaż i nie podrażnia skóry ani oczu. Następnie myję całą twarz peelingiem rozświetlającym Ideal Glow z L'Oreal, który ma delikatne drobinki, dzięki czemu można go stosować codziennie. Oprócz tego ma przepiękny, morelowy zapach. Po oczyszczeniu twarzy, robię wszystko to, co rano. Tonik, a następnie kremy.



Oprócz tego raz w tygodniu stosuję maseczkę odbudowującą Yves Rocher. Nie wymaga spłukiwania. Wystaczy wytrzeć resztki chusteczką.
Niestety nadal borykam się z wypryskami i bliznami na twarzy. Na takie "niespodzianki" używam punktowo kremu Sucocrem. Minusem jest to, że bardzo wysusza skórę. Ale spełnia swoje zadanie.



A jakie są Wasze ulubione produkty do pielęgnacji twarzy?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

8 sposobów na piękny manicure


Uwielbiam zadbane, wymalowane paznokcie. Malując je bardzo często od paru dobrych lat, wyrobiłam sobie stabilną rękę (także lewą) oraz kilka złotych zasad, które gwarantują nieskazitelny, perfekcyjny manicure.







1.Przed malowaniem zadbaj o skórki. Odsuń je drewnianym patyczkiem, a po wyschnieciu lakieru nałóż na nie olejek, aby były nawliżone.


2.Zacznij od bazy. Jest ona konieczna, by paznokieć nie odbarwił się od kolorowej emalii oraz by zapewnić gładką płytkę paznokcia. Ja polecam użyć jakiejś odżywki, która dodatkowo wzmocni kondycję paznokcia.


3.Aby lakier wyglądał schludnie, najlepiej pokryć paznokieć jedynie trzema pociągnięciami pędzla. Zaczynając od dołu, aż po koniuszek. Jeden prosty pasek na środku, a następnie dwa po boku, ale nie w linii prostej, tylko delikatnie zakrzywiając pędzelek na zewnątrz. Najwygodniej malować grubym, płaskim pędzelkiem. Ja osobiście polecam Essie, Rimmel czy Astor.


4.Nie staraj się pokryć calutkiej płytki paznokcia. Nakładanie lakieru zacznij pół milimetra od skórki, ponieważ kiedy ją pobrudzisz, będzie to wyglądać nieestetycznie. Lepiej jest też zostawić odrobinę pustej przestrzeni na bokach paznokci, niż zamalować również skórę wokół nich.


5.Nigdy nie poprzestawaj na jednej warstwie! Nie dotyczy to oczywiście lakierów bezbarwnych, delikatnie mlecznych, itp. W przypadku kolorowych lakierów dwie, a czasem trzy warstwy to konieczność. Jakkolwiek dobrze kryłaby emalia, jedna warstwa nigdy nie wygląda wystarczająco dobrze. Kolejna(e) pozwala(ją) na dopracowanie, pokrycie prześwitów i wykończenie manicure.


6.W trakcie malowania często jest potrzeba poprawienia ewentualnych niedoskonałości, wyczyszczenia skórki czy starcia nadmiaru lakieru z palca. Jeśli nie radzisz sobie najlepiej z drewnianym patyczkiem, użyj do tego kciuka. Świetnym sposobem jest malowanie go jako ostatniego, już po skończeniu reszty paznokci.


7.Polecam malować paznokcie na zakładkę, szczególnie jeśli jesteś posiadaczką długich paznokci. Po pokryciu paznokcia emalią, otrzyj pędzelek i przejedź nim po wystającej krawędzi paznokcia. Wygląda to bardzo estetycznie i przedłuża trwałość manicure.


8.Nie zapomnij o bazie! Spełnia ona bardzo ważne funkcje. Przedłuża trwałość lakieru, nabłyszcza i zapobiega uszkodzeniom. Ja osobiście polecam bazę Seche Vite lub Essie Good to go, które oprócz wymienionych wyżej zalet, całkowicie wysuszają lakier w kilka minut.



Macie jakieś inne, niezawodne sposoby na manicure? ;)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Marzec w zdjęciach- jedzenie

Święta się skończyły, a razem z nim okres intensywnego obżarstwa. Cieszę się na powrót do starych nawyków żywieniowych, a żeby się zainspirować, prezentuję zbiór zdjęć moich marcowych potraw. Enjoy :).

Śniadanie w krakowskiej Tekturze. Sałatka Caprese z sosem balsamicznym i świeżym pieczywem. Polecam!!


Wytrawna tarta z papryką i sałatka. Po drugiej stronie sernik. Wszystko w akompaniamencie najlepszej kawy w Krakowie. BonJour Cava :).

Przepyszne pierogi roboty mojej mamy. Ciasto z makiem, a w środku bakalie duszone w czerwonym winie z przyprawami. Mniam.

Dawno niejedzone jajko w koszulce:)

    Indyk z kaszą gryczaną i kolorowymi warzywami- fasolką szparagową i kukurydzą.

Kolejny pyszny przepis jedzony w rodzinnym domu. Szaszłyki warzywno-drobiowe i frytki z selera oraz batatów pieczone w piekarniku <3.

Stały zestaw obiadowy: mięsko, kasza i gotowane warzywa :P.

Pyszny obiad w restauracji wegańsko-wegetariańskiej Wielopole 3 (Kraków). Zupa krem z ziemniaka, a na przeciwiko krem z białych warzyw.

Drugie danie. Szaszłyk z tofu, warzywami i pieczarkami i do tego pieczone frytki i sałatka :). Pyszne!

Na koniec mniej zdrowo, ale czasem można :). 


niedziela, 29 marca 2015

Pielęgnacja bardzo problematycznej skóry głowy+ jak zatrzymałam wypadanie włosów



Odkąd pamiętam miałam problemy z włosami. Były słabe, wypadały i miały skłonność do łupieżu. Przez ostatnie 5 lat bardzo się to nasiliło i stan moich włosów mogę podzielić na naprzemienne etapy: ŹLE-BARDZO ŹLE---PREPARATY OD DERMATOLOGA---ŚWIETNIE(przez kilka miesięcy)---ŹLE-...itd.

Moim głównym problemem był nawracający łupież mokry, który w przeciwieństwie do suchego jest uporczywy i ciężki do wyleczenia. Oprócz tego, koszmarnie wypadały mi włosy. Określenie "garściami" niestety w moim przypadku nie jest przenośnią...:/. Podczas mycia, w wannie zostawały kłębki włosów, które skutecznie zatykały odpływ. Przy rozczesywaniu grzebień/szczotka były całe pokryte włosami, tak samo jak podłoga i moja bluzka. Codziennie obsesyjnie sprawdzałam moją linię włosów, porównywałam ze starymi zdjęciami i zadręczałam bliskich pytaniami, czy nie ubyło mi włosów. Do tego dochodziła swędząca, podrażniona skóra głowy, która była pokryta rozległymi zmianami, które ciężko było ukryć, nawet w kucyku.

Koleżanka podsuneła mi produkt, który sama z powodzeniem używała. Była zachwycona, więc i ja postanowiłam go wypróbować ze świadomością, że gorzej już być nie może.
Ten magiczny specyfik to odżywka bursztynowa w formie olejku do włosów wypadających z firmy Jantar. Kosztuje ok. 10-15 złotych. Jej aplikacja jest bardzo prosta: wystarczy codziennie wcierać ją w skórę głowy. Ja przez pierwszy tydzień robiłam to dwa razy dziennie. Może się to wydać śmieszne, ale już po pierwszym użyciu zauważyłam różnicę! Po tygodniu stosowania włosy nie wypadały mi już prawie wcale, a po dwóch w ogóle!!!
Po zakończeniu kuracji, stosuję Jantar raz w tygodniu. Jeśli znów pojawi się problem, to rozpocznę stosowanie od nowa.

Szampon, którego aktualnie używam, to Pirolam, który przepisała mi pani dermatolog do ciągłego stosowania. Jest skuteczny i spełnia swoje zadanie, ale ma wiele wad. Okropnie tłuszczą się po nim włosy (myję je co drugi dzień i tylko w pierwszy wyglądają świeżo ...) i w ogóle się nie układają. Odkąd go stosuję, prawie w ogóle nie noszę rozpuszczonych włosów, bo są sztywne i nie wyglądają dobrze. Boję się jednak używać czegoś innego, bo bardziej zależy mi na zdrowiu włosów, a nie na ich urodzie. A jak dotąd każdy szampon miał zły wpływ na kondycję skóry głowy. Jego cena to mniej więcej 10-15 złotych. Jest mały, ale wydajny.

Raz w tygodniu, profilaktycznie używam odżywki Zoxiderm 150, którą wcieram w skórę głowy i zostawiam na 5 minut. Jest to produkt magiczny, a w dodatku bez recepty. Za każdym razem świetnie radzi sobie z moim łupieżem i usuwa go w ciągu 3-4 myć. Kosztuje około 20-30 złotych.

Oprócz tego, po myciu wcieram we włosy jedwab lub olejek arganowy. Aktualnie jest to jedwab z firmy CHI. Jest bardzo wydajny i nie obciąża włosów. Niestety, nie wiem ile kosztuje, bo był to prezent.




Wspomnę jeszcze, że nie używam żadnych produktów do stylizacji, nie suszę włosów, nie prostuję prawie wcale. Chucham na zimne, bo zdaję sobie sprawę, że za jakiś czas problemy mogą wrócić i znowu będę miała powód do zmartwień. Jestem  jednak dobrej myśli i cieszę się, że obecna pielęgnacja mi służy :).